Złapała go mocno za rękę.

„Pokaż mi sztuczkę!”

Ciągle widział w niej swoją nastoletnią miłość. Marzena była jedną z tych dziewczyn, które od dziecka świetnie dogadują się z chłopakami. Bez dąsów, bez „domyśl się”, po prostu super kumpela.

„Przecież przed chwilą pokazałem, masz coś z głową?”

„Nie z głową, tylko z sercem, głupolku. Jeszcze jedną, proszę…”

Codziennie jeden magiczny trik. Wspomnienie ich pierwszego pocałunku, gdy wygrał z nią zakład. Taki mały rytuał z dziesięcioletnim stażem. Codziennie jeden. Nieważne czy się uda, nieważne czy już go widziała, nieważne jak bardzo prosty. Codziennie jeden. A potem całus.

„Zachłanna jesteś dzisiaj strasznie. Jeszcze Ci się chyba tak nie zdarzyło!”

„Gdybyś tak leżał cały dzień, to też byś chciał trochę rozrywki.”

„Mało Ci książek?”

„Wrrrr”

„Hmm… Miało być na jutro… jak będzie już po wszystkim. Ale w ramach wyjątku może być dzisiaj. Skoro tak ładnie warczysz…”

Prosty trik. Z kawałków papieru wyczarowane papierowe serce w jej dłoniach. Drżały mu ręce. Tak bardzo chciał, by miała znowu całe serce. Jutro wszystko się okaże. Nowe serce, nowe życie, stara nadzieja. Dwuletnia łza zawisła w kącie oka.

„Będę już uciekał, musisz wypocząć przed jutrem.”

„Dobrze. Dobranoc kochanie.”

„Kocham Cię. Dobranoc.”

A potem całus.

Przeczytaj również:
To się musi udać! O iluzji, która naprawdę zmienia życie