Powszechnie wiadomo, że klientowi mówi się „tak”. Że liczy się sprzedaż, a klient ma zawsze rację. Płaci i wymaga. I nie należy z tym dyskutować, tylko po prostu robić swoje, liczyć pieniądze i co najwyżej wyżalić się potem na facebooku na grupie Junior Brand Manager.

Najpierw opowiem pewną historię. Nie tak dawno temu zdarzyło mi się wystąpić na imprezie firmowej w okolicach Kielc, tym razem jako iluzjonista, bez konferansjerki. Klientka powiedziała mi, że wszyscy byli tak zachwyceni, że ten występ uratował całość imprezy, która w ciągu dnia straciła mocno dynamikę przez niefortunną pogodę.

Tydzień później zadzwoniła do mnie po raz kolejny, chcąc wynająć mnie ponownie za miesiąc, tym razem na imprezę choinkową dla tej samej firmy. Powiedziałem „nie”.

Wyjaśniłem, że nie jest to dobry pomysł, bo upłynęło zbyt mało czasu. Nawet, jeśli zrobię zupełnie inne show ze swojego repertuaru, to po miesiącu, w pamięci jeszcze mocno będzie tkwił obraz poprzedniego i w sumie będę porównywany do samego siebie, przez co wrażenie obu pokazów prawdopodobnie osłabnie. A lubię pozostawiać zawsze mocne wrażenia.

Rezultat

Klientce na tyle spodobało się moje podejście (i dobre show!) że ostatecznie wynajęła mnie jeszcze kilkukrotnie, w różnych okolicznościach, dla różnych publiczności, między innymi przygotowałem specjalny występ na jej przyjęciu weselnym (Kasiu, jeśli to czytasz, to tak – ta historia dotyczy właśnie Ciebie 🙂 )

Bo najważniejsze są relacje. Takie, w których dba się o drugą stronę, gdzie zawsze można wypracować win:win. Ja właśnie z takimi ludźmi chcę współpracować i taką właśnie wartość daję. Gdybym po prostu zgodził się i sprzedał imprezę nie patrząc na konsekwencje, to i klientce i samemu sobie strzelałbym w stopę. A przede wszystkim nie miałbym z nią tak dobrej relacji dzisiaj. Bo czasami warto dla klienta być doradcą, niż tylko widzieć w nim portfel.

Dlatego zawsze, gdy widzę, że można zrobić coś lepiej, to proponuję klientowi odpowiednie rozwiązania. W zakresie scenariusza imprezy, ustawienia sali, logistyki eventu. Dlatego tak dużo klientów potem wraca. Bo pokaz iluzji, czy konferansjerka jest tylko tym, CO robię. Natomiast sposób, JAK to robię, niesie już dodatkową wartość, w której jestem jakością sam w sobie.

Kiedy warto powiedzieć „nie”

Wracając jednak do głównego pytania. Kiedy warto klientowi powiedzieć „nie”? Moim zdaniem zawsze wtedy, gdy odniesie on dzięki temu większą korzyść.

„Nie wszystkie rzeczy, które się opłaca – warto. I nie wszystkie, które warto – się opłaca.” (J. Walkiewicz).

Ostatecznie każdy biznes, niezależnie od tego, czy jest to B2C, czy B2B, jest biznesem H2H, czyli człowiek do człowieka. I albo tych ludzi chcemy wykorzystać, paląc za sobą mosty, albo chcemy im dawać faktyczną wartość, która nie ma ceny.

A jak Ty podchodzisz do biznesu? Wolisz jednorazowe sprzedaże, czy może pielęgnujesz relacje z ludźmi, z którymi działasz? Chętnie przeczytam Twoją historię 🙂