Klienci często pytają mnie, kogo uważam za najlepszego iluzjonistę na świecie. Bardzo dziwi ich moja odpowiedź: Steve Jobs. Mówię serio.

Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale 10 lat temu, gdy Steve Jobs prezentował światu pierwszego iPhone’a, to tego produktu jeszcze nie było. Tzn. był ale nie działał jeszcze poprawnie. Do sprzedaży trafiał dopiero za pół roku i wiele rzeczy wymagało poprawki. Szczególnie problematyczna była kwestia przełączania się pomiędzy aplikacjami, która po prostu bardzo często zawieszała albo resetowała system.

iPhone miał być produktem rewolucyjnym (i jak czas pokazał, naprawdę nim był): pierwszy faktyczny smartphone, z prostotą obsługi palcem, który wprowadził nowe koncepcje interfejsu, komunikacji i konsumpcji mediów, których używamy do dzisiaj, niezależnie już od producenta telefonu, jaki posiadamy.

Jak w takich okolicznościach pokazać światu coś, co ma być rewolucją, a co jeszcze nie jest w 100% gotowe? Fake it till you make it… czyli:

Użyj iluzji

Steve Jobs na tej rewolucyjnej prezentacji w niewidoczny dla publiczności sposób podmienia egzemplarze nowego iPhone’a (naprawdę!). Na jednym odtwarza muzykę, na innym pokazuje mapy, na jeszcze innym przegląda internet itd. Wszystko po to, by ograniczyć przełączanie się pomiędzy aplikacjami.

Musiał również w każdej aplikacji przechodzić wszystkie kroki w odpowiedniej kolejności, tu wcisnąć ten przycisk, tam przewinąć listę, tu nacisnąć coś innego. Inaczej wszystko mogło się walnąć i iluzja by prysła. Podobnie zresztą jak w każdym pokazie iluzji, gdzie jeden niewłaściwy ruch i wszystko się wali.

Jak wiemy, całość prezentacji przebiegła sprawnie. Reakcje publiczności były bardzo dobre (pamiętaj, oni po raz pierwszy w życiu widzieli telefon dotykowy, obsługiwany palcem!), a sam iPhone wyglądał na dopracowany i piękny.

Największym przełomem w prezentacji był jednak moment, gdy Steve Jobs zadzwonił do znalezionego w pobliżu StarBucks. Choć sam telefon był w formie żartu („chcę zamówić 4000 kaw latte”) i trwał raptem kilkanaście sekund, to jednak był kluczowym elementem przekonania wszystkich, że nowy iPhone, który Steve Jobs trzyma w rękach to prawdziwe, namacalne urządzenie, które działa, a nie jest to tylko prezentacja na ekranie. To również jest kluczowe dla pokazów iluzjonisty – namacalne dowody na to, że rzeczywistość jest inna niż się wydaje.

Ta jedna prezentacja mogła pogrążyć Apple, gdyby poszła nie tak, jak trzeba. iPhone, którego wtedy jeszcze technicznie nie było, został jednak zaprezentowany jako namacalne, rzeczywiste, rewolucyjne i piękne urządzenie. Piękna iluzja. A efekt? 1 milion egzemplarzy nowego iPhone’a sprzedane w przeciągu dwóch i pół miesiąca (74 dni) od dnia premiery.

To naprawdę był moim zdaniem największy pokaz iluzji na świecie. Bo nikt nie wiedział, że to była iluzja.

A jakie są Twoje pomysły na wykorzystanie iluzji w biznesie? 🙂 Masz już taki cel?

Link: premiera iPhone z 2007