Oceniamy. Wszyscy oceniamy wszystkich. Czy tego chcemy czy nie. Podobno pierwsze wrażenie na temat jakiejś osoby, czy rzeczy tworzymy w przeciągu kilku sekund.

To znaczy, że klient w przeciągu kilku sekund ocenia, czy chce zrobić z nami biznes. Widząc samochód po paru sekundach oceniamy, czy nam się podoba. A w przypadku kobiet, w przeciągu kilku sekund zapada decyzja czy dany mężczyzna jest dobrym kandydatem na przekazanie materiału biologicznego jej potomstwu. Jest to po prostu naturalny mechanizm działania naszego mózgu.

Oczywiście to pierwsze wrażenie można potem zmienić. Poprawić lub zepsuć. Samo w sobie jest jednak ogromnie ważne, bo często na jego podstawie ktoś może w ogóle nie chcieć już mieć z nami nic do czynienia.

Oceniany jest zawsze całokształt – ubranie, sposób poruszania się, mówienia, status społeczny itd. Komunikacja werbalna, czyli to, co merytorycznie mówimy, ma tutaj niewielkie znaczenie. Większa część naszej komunikacji jest niewerbalna i to tutaj mamy największe pole do popisu. Bo najczęściej i tak jesteśmy oceniani zanim się odezwiemy.

A skoro zawsze jesteśmy *jakoś* oceniani, to warto jest świadomie formować ten proces i kierować nim tak, byśmy osiągali takie wrażenie, jakie chcemy. Nawet, jeśli nie osiągniemy 100% skuteczności, to czasami nawet małe zmiany robią olbrzymią różnicę.

Przeczytaj: Przygotowanie
Przeczytaj: Kiedy wystąpienie jest jak dobry seks

Zajmiemy się tutaj poniższymi kwestiami:

  • Mowa ciała
  • Strój
  • Mimika
  • Wzrok
  • Gesty
  • Głos
  • Scena
  • Samoświadomość

Mowa ciała

Jest to chyba najważniejszy element. Nawet w iluzji mówi się, że duży gest przykrywa mały gest. Więc twój sposób chodzenia i postura ciała mówią o tobie najwięcej.

Jeśli ktoś jest nieśmiały, to jego ciało często będzie dążyło do zamykania się, głowa będzie schodziła w dół, ramiona do wewnątrz. Z kolei, jeśli ktoś jest bardzo ekstrawertyczny, to jego całe ciało będzie się najczęściej otwierać poprzez odchylenie ramion do tyłu i na boki i wysoko podniesioną głowę.

Te podstawy na szczęście można ćwiczyć. Jeśli masz przed sobą jakieś ważne spotkanie, czy wystąpienie, dobrze jest też porobić kilka tzw „pozycji mocy”. Są to atawistycznie w nas zaprogramowane postawy ciała, które zmniejszają poziom kortyzolu (hormonu lęku), a zwiększają poziom adrenaliny (hormon dominacji). Wykonanie ich przed spotkaniem pozwala np. z łatwością wytrzymywać czyjeś spojrzenie, nawet jeśli mamy z tym na codzień problem.

W każdej pozycji mocy stoimy wyprostowani z nogami rozstawionymi na szerokości bioder.

Pierwsza pozycja mocy to stanięcie prosto i wyciągnięcie wyprostowanych rąk do góry w geście zwycięstwa (sportowcy często wykonują ten gest bezwiednie po wygranej).

Druga pozycja mocy to stanięcie prosto i mocne oparcie rąk na biodrach. Bardzo często kobiety na wysokich stanowiskach przyjmują tę pozycję podczas spotkań biznesowych. Ale tak samo dobrze działa i w przypadku mężczyzn.

Trzecia pozycja mocy to stanięcie prosto, wyłożenie rąk w boki i zgięcie ich w łokciach pod kątem 90 stopni, jak robią to np. kulturyści prezentując swoje mieśnie. Można też napiąc swoje mięśnie w tej pozycji: bicepsy, klatka piersiowa itd.

Wystarczy postać milka minut w którejś z tej pozycji, by nasz mózg zaczął wytwarzać hormony dominacji – adrenalinę i testosteron, a zmniejszył poziom kortyzolu. To pozwala lepiej prezentować się na zewnątrz.

Mimowolnym skutkiem korzystania z takich pozycji mocy jest również to, że nasze ciało się w nich wyprostowuje (szczególnie w pozycji pierwszej, gdzie można dosłownie wyciągnąć się w górę w geście zwycięstwa). Samo to sprawia, że będziemy lepiej odbierani.

Ostatecznie, trzeba po prostu pamiętać, by być wyprostowanym, z wysuniętą do przodu klatką piersiową i głową trzymaną na równym poziomie. Jeśli będziemy głowę zadzierać, to będziemy wydawać się wyniośli i zadufani w sobie. Z kolei opuszczanie głowy najczęściej może być uznane za wycofanie i uniżenie.

Bardzo prosto można to poćwiczyc przed lustrem. Co ciekawe, jeśli jesteśmy przyzwyczajeni do jakiegoś trybu postawy ciała, czy pozycji głowy, to możemy czuć się dziwnie zmieniając ją. Jest to naturalna część tego procesu: pozycja ciała wpływa na nasze usposobienie.

Strój

Strój jest drugą po postawie ciała rzeczą, jaka zwraca naszą uwagę, gdy kogoś widzimy po raz pierwszy.

Strój zawsze powinien być dopasowany do okazji. W klimatach zawodowych dobrze jest ubierać się o oczko wyżej niż ludzie, z którymi mamy do czynienia. Tak, jakbyśmy po tym spotkaniu mieli kolejne, jeszcze lepsze.

Należy jednak pamiętać o tym, że lepszy ubiór niekoniecznie oznacza większą sztywność. Nie chodzi o to, by chodzić wszędzie z krawatem i w garniturze. Szczególnie, że dzisiaj często ludzie w garniturach pracują dla ludzi w tshirtach. Dobrze jednak rozeznać się, jaki strój będzie panował w miejscu do którego się wybieramy. Dzisiaj najczęściej jest to casual / business casual. Warto wiedzieć, co te terminy oznaczają i mieć w szafie kilka wersji stroju na te okazje.

Oczywiście, nawert luźny strój powinien być przede wsyzstkim czysty i – najlepiej – wyprasowany. To od razu dodaje 10 punktów do wizerunku.

W męskich strojach częstym problemem jest kwestia koszuli – gdy kilka razy siadamy i wstajemy, najczęściej wychodzi ona lekko ze spodni, więc albo trzeba ją co chwila poprawiać, albo wygląda to dziwnie, bo w okolicach brzucha będzie wtedy pognieciona. Okazuje się, że jest na to proste rozwiązanie – szelki do koszuli. Można je bez problemu znaleźć w internecie za parę złotych. Jest ich kilka rodzajów. Dzięki nim koszula od razu zyskuje, bo już nigdy nie będzie pomięta na brzuchu.

Na strojach kobiecych się nie znam, drogie Panie i dziewczęta, więc tutaj pozostaje już szukanie rozwiązań na własną rękę 🙂

W kwestii samego stylu ubioru, dzisiaj w internecie jest tak dużo materiałów na ten temat, że nic już nie tłumaczy braków wiedzy w tym zakresie. Trzeba jednak powiedzieć wprost, że estetyka w polsce ma się ciągle w powijakach. Być może ma to związek z małym przywiązywaniem uwagi do kwestii kultury i sztuku w trakcie edukacji szkolnej. Dlatego czasami dobrze jest w tym względzie skorzystać z porady specjalisty / stylisty, niż opierać się tylko i wyłącznie na własnym guście.

Dobrze jednak jest się wyróżniać. Mieć swój styl, albo przynajmniej jakąś cechę wyróżniającą nas z tłumu. Może to być fryzura, jakieś ciekawe akcesoria, które zawsze mamy przy sobie lub zwyczajnie krzykliwy kolor. Jest to istotne szczególnie dzisiaj, gdy często jeśli nie wyróżniamy się niczym wizualnie, to jesteśmy bardzo szybko zapominani w całym zalewie informacyjnego szumu.

Mimika

Paul Eckman w 1978 roku opublikował FACS – system kodowania mimiki twarzy (ang. Facial Action Coding System). Przez wiele lat badał wszystkie mięśnie ludzkiej twarzy i przypisywał im powiązane z nimi emocje. Zasada jest bardzo prosta. Na przykład, jeśli jest nam dobrze, to się uśmiechamy. Jest to wzorzec zapisany w naszym DNA. Jednak częste uśmiechanie się przy dobrym samopoczuciu tworzy w nasyzm mózgu stałe połączenie neuronowe, które na dodatek działa w obie strony. Jeśli się uśmiechniemy, to polepszy się nam nastrój, bo mózg poprzez to połączenie odpali nam hormony zadowolenia.

Stąd zresztą bierze się depresja – jeśli ktoś bardzo często odczuwa jedynie negatywne emocje, a bardzo mało pozytywnych, to ostatecznie doprowadza to do osłabiania połączeń nerwowych odpowiedzialnych za wyzwalanie hormonów przyjemności – endorfiny, dopaminy, oksytocyny. Taka osoba fizycznie nie jest w stanie odczuwać przyjemności, bo po prostu jej mózg odzwyczaił się od wyzwalania tych reakcji na poziomie bio-chemicznym. Wtedy często konieczna jest po prostu terapia farmakologiczna, by te połączenia przywrócić.

Paul Eckman zauważył, że regularne emocje na twarzy tworzą pewien wzór i w przypadku dorosłych ludzi, po samym krótkim spojrzeniu na ich twarz można stwierdzić, jakie mają najczęściej emocje, a tym samym z dość dużą precyzją można określić ich codzienny charakter, czy nawet orientację seksualną.

Dlatego też, gdy sami prezentujemy się innym, powinniśmy świadomie kierować naszą mimiką, by pasowała do naszego przekazu. Można ten proces kontrolować, ale tak naprawdę, gdy jesteśmy spójni, to dzieje się to automatycznie. Gdy mówimy o czymś, co daje nam satysfakcję i budzi pozytywne emocje w nas samych, to nasza twarz automatycznie pogodnieje. Z kolei, gdy opowiadamy o czymś poważnym, to nasza twarz również poważnieje.

Problem może pojawić się jedynie, gdy nie ma w nas węwnętrznej spójności. Czyli np. gdy przekazywane przez nas informacje nie są zgodne z naszym światopoglądem, albo gdy nie czujemy żadnego stosunku emocjonalnego do przekazywanej treści. Wtedy warto zastanowić się, jaka mimika korzystna jest dla danego przekazu i po prostu świadomie ukształtować wygląd naszej twarzy.

Unikałbym jednak w mimice monotonii. Wieczny, przyklejony „amerykański” uśmiech, czy wieczna konsternacja i zmarszczone brwi mogą być tak samo męczące dla naszych rozmówców, czy odbiorców, jeśli się nigdy nie zmieniają. Ogólnie mówiąc, różnorodność jest przyprawą życia, więc tym bardziej przy komunikacji z innymi ludźmi, warto ją stosować na wszystkich warstwach komunikacji.

Ciągły uśmiech może sprawiać wrażenie fałszu. Z kolei ciągła konsternacja czy niezadowolenie wypisane na twarzy mogą wyglądać na próbę ataku z naszej strony. Przy wystąpieniach publicznych, dobrze jest po prostu przećwiczyć sobie różne miny dla różnych fragmentów wystąpienia. A w zwykłej rozmowie, warto po prostu zmieniać sam nastrój czy temat rozmowy, co automatycznie wpłynie na wygląd naszej twarzy.

Wzrok

Podobno oczy są zwierciadłem duszy. Podobno. Na pewno jednak wzrok służy nam do kierowania naszej uwagi. Co więcej, jeśli w trakcie mówienia kierujemy gdzieś wzrokiem uwagę, to istnieje spora szansa, że nasi słuchacze, czy rozmówcy, również skierują swoją uwagę w dokładnie to samo miejsce.

Jest to tak naprawdę bardzo proste. Jeśli patrzysz się w oczy rozmówcy, to jego uwaga skupiona jest na tobie. Jeśli patrzysz się na jakiś konkretny przedmiot, obiekt, który związany jest z tematem tego, co przedstawiasz, to uwaga twojego rozmówcy też popłynie w tym kierunku.

Szczególnie jest to widoczne podczas publicznych wywiadów. Zdarza się czasami, że dziennikarz, który zaprosił do siebie jakiegoś gościa, mówi wprost do publiczności, albo do kamery, w ten sposób skupiając uwagę na sobie. Gdy z kolei zwraca się do swojego gościa, to uwaga publiczności płynie właśnie tam.

Wzrok nie powinien zatem biegać w przypadkowych kierunkach. Jeśli mamy rozbiegane spojrzenie, patrzymy w ścianę, w sufit, albo w podłogę, to nasz przekaz, czy to publiczny, czy prywatny, będzie dużo tracił.

Jeden z najwybitniejszych hiszpańskich iluzjonistów, Juan Tamariz, kontakt wzrokowy opisał jako tworzenie „nitek” prowadzących z twoich oczy, do oczu publiczności, rozmówców. Jeśli czujesz, że tracisz kontakt z jakąś częścią odbiorców, to po prostu spójrz się w ich stronę. Możesz nawet do nich podejść bliżej, by ponownie odtworzyć te połączenie i odzyskać ich uwagę.

Widuje się też często prelegentów, którzy po prostu w trakce swojego wystąpienia przebiegają wzrokiem regularnie po całej sali, przechodząc się też co kilka minut z jednej strony sceny na drugą. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, pozwalające angażować całą publiczność. Chociaż uważałbym na to, by nie było to zbyt automatyczne. Każdy ruch na scenie powinien być przemyślany, i jeśli będzie to po prostu automatyczne chodzenie z miejsca na miejsce, to będzie to odczuwane jako lekko sztuczne zachowanie.

Jeśli jednak przechodzenie pomiędzy miejscami na scenie będzie zwiążane ze zmianą tematu i będzie następowało w naturalnych miejscach przejścia merytorycznego, to całość będzie wyglądała już dużo lepiej.

Ostatecznie, nawet całkiem nieruchome prezentacje i wystąpienia mogą być odbierane pozytywnie. Ważne jest tylko, by swoją uwagę, wzrok kierować w różne miejsca sali, bo inaczej możemy stracić połączenie z naszymi odbiorcami.

Gesty

Gesty zawsze powinny czemuś służyć. Jeśli nie używasz ich w przemyślany, konkretny sposób, by coś nimi narysować, pokazać, albo zaakcentować, to powinno ich nie być.

Chaotyczne gesty mogą w dużym stopniu odwrócić uwagę od tego, co chcesz przekazać. Mogą też wskazywać (i zwiększać) twoją nerwowość i stres związany z rozmową, czy wystąpieniem.

Przeczytaj: Skąd ten cały stres

No dobrze, ale jeśli nie mamy w swojej wypowiedzi akurat żadnej merytorycznej treści, która wymagałaby użycia gestów, to co zrobić z rękoma? Można oczywiście akcentować nimi części zdania, ale akcentowanie wszystkiego po kolei też nie ma sensu. Jak układać ręce, dłonie, gdy nie mają nic do pokazania czy zaakcentowania?

Najlepiej nie robić z nimi nic. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre szkoły wystąpień mówią o tym, że dłonie dobrze jest trzymać złożone w tzw. „piramidkę”, albo po prostu trzymać je złączone na poziomie pasa. Od biedy można trzymać coś w rękach, marker, pointer, czy klip z kartkami. Nie jest to jednak koniecznie.

Jeśli masz możliwość wcześniejszego przećwiczenia swojej wypowiedzi, to sprawdź po prostu, jak będziesz się czuł, gdy ręce będą po prostu swobodnie zwisały po bokach ciała. Spróbuj przećwiczyć całe wystąpienie właśnie w ten sposób.

Wtedy może okazać się, że albo się do tego przyzwyczaisz, albo w naturalny sposób będą pojawiać się gesty akcentujące treść.

Możesz też sprawdzać, co robisz rękoma, gdy po prsotu rozmawiasz ze znajomymi. Czy wtedy również masz problem co zrobić z rękoma, czy może jednak zupełnie sie tym nie przejmujesz i gestykulujesz w naturalny dla siebie sposób?

Bo o to ostatecznie chodzi – by w trakcie swojego wystąpienia być spójnym.

Głos

Głos jest bardzo ważną rzeczą. To właśnie w ten sposób przekazujemy merytoryczne informacje podczas rozmów, przemówień czy wystąpień.

„Mów głośno i wyraźnie” to porada, jaką chyba każdy z nas słyszał w szkole. I faktycznie, jest to bardzo słuszna koncepcja. Gdy mówimy głośno i wyraźnie, mamy dużą szansę na udane przekazanie informacji naszym rozmówcom.

W dużej mierze wystarczy mówić powoli. Gdy przyspieszamy, to część naszych odbiorców może po prostu za nami nie nadążyć. Dobrze jest więc przynajmniej rozpocząć swoje wystąpienie w lekko zwolnionym tempie, a ewentualnie przyspieszyć trochę później, gdy już nasi rozmówcy, słuchacze przyzwyczają się nieco do nas.

Gdy mówimy szybko, całość tekstu się zlewa w jedną całość. Ginie nasza wymowa, a przede wszystkim nie da się wtedy udanie oddziaływać na słuchające nas osoby barwą głosu.

Tempo mówienia powinno zawsze pozwalać na zrozumienie. Co więcej, dobrze, żeby tempo było zmienne. Nie ma nic gorszego niż długa monotonna wypowiedź. Nawet najciekawszy temat przekazywany w ten sposób może uśpić połowę sali.

Co ciekawe, gdy mówimy coś wolniej i niższym głosem, to wydaje się to wazniejsze. Dotyczy to nie tylko wystąpień, ale również i prywatnych rozmów. Jeśli mówimy wolniej, będziemy odbierani jako mądrzejsi niż ci, którzy mówią bardzo szybko.

Dodatkowo, mówienie powoli daje nam możliwość zastanawiania się nad nasza wypowiedzią, ważenia jej. A przez to, faktycznie możemy mówić nawet merytorycznie mądrzejsze rzeczy.

Ważną częścią głosu i mówienia są pauzy.

Warto o tym pamiętać.

Przeczytaj: Jak ćwiczyć swój głos

Scena

No właśnie. Szekspir napisał kiedyś, że cały świat jest sceną, a ludzie sa w nim jedynie aktorami. Czy tak jest naprawdę?

Wszystko zależy od perspektywy. Jeśli przyjmiemy, że każda nasza interakcja jest pewnym przekazem, wyrażaniem siebie, to tak, faktycznie każda nasza rozmowa z przyjaciółmi, czy z ekspedientką w sklepie, jest pewnego rodzaju występem. Tworzy jakieś wrażenie, przekazuje treść i ogólnie buduje nasz ogólny wizerunek. No i możemy wybrać, czy jesteśmy w historii swojego życia bohaterem negatywnym czy pozytywnym. A może postacią poboczną? 🙂

Każde nasze zachowanie jest odbierane przez jego świadków. Swoją postawą, spójnością, sprawiamy, że ktoś może z nami sympatyzować lub nie. O ile nie mamy wpływu na czyjś odbiór naszej osoby, o tyle jak najbardziej mamy wpływ na nasze zachowanie.

Samoświadomość

No i na koniec – świadomość samego siebie. Bez tego ani rusz. Jeśli nie będziemy w stanie obserwować swoich wyborów, zachowań, decyzji, to bardzo ciężko jest uczyć się i rozwijać. Dlatego też warto kształtować w sobie i dystans do samego siebie i umiejętność przyjmowania konstruktywnej krytyki. Te dwie rzeczy bardzo często niesamowicie przyspieszają własny rozwój.

Przeczytaj: Po czym poznać dobre wystąpienie?